She was there

Kuba – egzotyczna podróż w czasie. Podwójna tożsamość

Kuba | 12 stycznia 2021
Kuba

Na Kubie ludzie są uśmiechnięci. Kiedy przychodzi weekend wychodzą na ulice i balkony, w rytmie salsy sączą rum z sąsiadami. Choć żyje im się ciężko bronią swojej tożsamości i spuścizny rewolucji. Starzy nadal wielbią Fidela. Młodzi serfują w Internecie, zręcznie obchodzą komunistyczne regulacje. Socjalistyczne slogany to dla nich tylko duchy przeszłości. Kuba trwa rozdarta w swojej podwójnej tożsamości, rozkochana w tym, co stare, gotowa na nowe.

Varadero. Stara łada rzęzi niemiłosiernie, hałas potęguje muzyka dudniąca z zamontowanych prowizorycznie głośników. W miejscu radia, w kontraście archaicznego wyposażenia, pobłyskuje niewielki ekran, kolorowe teledyski rzucają cienie na sfatygowaną tapicerkę. Siedzę z przodu na drewnianym fotelu przymocowanym do podłoża pojazdu. Naiwnie sięgam po pas, dłoń chwyta powietrze. Auto kryje w sobie bezlik motoryzacyjnych niespodzianek. Aby otworzyć drzwi należy uchylić okno, aby otworzyć okno należy pociągnąć za przycisk na desce rozdzielczej. Pomysłowość zdaje się nie znać granic, patchworkowy staruszek sunie dzielnie do przodu.

Matanzas

Matanzas. Za szybami auta czas się cofa.  Na drodze, w rewolucyjnym rozmachu nazwaną autostradą, obok amerykańskich oldtimerów przemieszczają się konne powozy, rowery i grupy pieszych. Na zakurzonych połaciach pól woły mozolnie ciągną pługi. Z wszechobecnych billboardów, mostów i miejskich murali spoglądają Fidel i Che Guevara, socjalistyczne slogany prześcigają się w propagandzie.

Stara Hawana

Stara Hawana. Mieszkanie przenosi nas w dziecięce lata PRL-u, w wazonach kurzą się plastikowe kwiaty, na wysłużonych tapczanach błyszczą pomarańczowe kapy. Życie toczy się na ulicach. Dzieciaki kopią piłkę, z kredą w ręku przeskakują kolejne pola dobrze znanego nam „pajaca”. Mężczyźni, rozparci na plastikowych krzesełkach, grają w domino, kobiety plotkują z sąsiadkami. Otwarte okna i drzwi wyświetlają panoramy mieszkań –staruszkowie bujają się w fotelach, w salonie stoi lodówka, a parapet pełni często rolę sklepowej lady, spod której sprzedawany jest deficytowy towar.  W samych sklepach widok jest smutny – puste półki, zakurzone witryny z pojedynczymi puszkami fasoli, stara waga, czasami kawałek mortadeli sprzedawanej w zawiniętej gazecie. Apteki przypominają muzealne wystawy – zakurzone flakony wypełnione są ziołowymi miksturami, leków nie ma. Przed bankami ustawiają się długie kolejki oczekujących, obsługa klienta to mix socjalistycznych manier i południowej maniany.

Hawana Centrum

Hawana Centrum. Niepewnie spacerujemy ulicami, dzielnica przypomina powojenny, katastrofalny krajobraz.  Zawalone lub walące się budynki, pustostany wypełnione śmieciami, prowizoryczne dachy z blachy falistej. Kolonialne balkony i pompatyczne klatki schodowe popadają w ruinę, kolorowe budynki z pocztówek znikają pod gruzami. Wchodzimy do zabytkowej kamienicy, stary gmach zdaje się chwiać w posadach, schody skrzypią groźnie. Na ostatnim piętrze, za kryształowymi drzwiami, mieści się jedna z najbardziej ekskluzywnych restauracji Hawany. Wystrój przypomina paryskie bistro, ściany zdobią oryginalne dzieła sztuki i liczne fotografie z goszczącymi tu osobistościami z całego świata. Kontrast między bogactwem a ubóstwem wprawia w konsternację. Z jednej strony wielopiętrowe, szklane hotele, nowoczesne, drogie restauracje, inwestorzy coraz śmielej szturmujący kubański rynek. Z drugiej bieda, żywność na kartki, brak podstawowych produktów, dramatyczne zacofanie kraju.  

Trinidad

Trinidad. Stary, niebieski Chevrolet sunie dostojnie do przodu. Przylepieni do szerokiej kanapy, w hałaśliwym półśnie kołyszemy się w rytmie jazdy. Otwarte okna targają włosy, wpompowują ciemnoszare opary Diesla. Na drodze trwa samochodowa rewia, kolorowe „krążowniki szos” z lat 50-tych przesuwają się obok jak sceny w starych, amerykańskich filmach. Mijają nas zabytkowe fordy, buicky, lincolny, packardy, chryslery, cadillacy, hudsony, dodge.  Niektóre brylują w swojej świetności, błyszczą wypolerowaną karoserią, inne pokryte warstwą rdzy służą do przewozu ludzi i towarów. Zarówno jedne jak i drugie pod maską kryją silniki od Hyundai’a, poprzerabiane części z rosyjskich łazików. Naprawiane najczęściej na ulicach, w miejscu gdzie się popsuły. Patchworkowe arcydzieła kubańskiej kreatywności.

Mimo wszystko są jednak zjawiskowe, jedyne w swoim rodzaju. Tak jak oryginalna jest Kuba – w swojej rewolucyjnej powłoce, podwójnej tożsamości. Bo gdyby nie składowa systemu, miejsca i ludzi – czy Kuba byłaby Kubą, jaką znamy i kochamy z pełną świadomością jej wad i braków? Odpowiedź nasuwa się sama.  

Tekst powstał na podstawie podróży w czerwcu 2017 roku.

Sprawdź inne wpisy: