Luboń Badylarnia – kawiarnia, która łączy ludzi

Cieszę się. Cieszę się, bo zaczyna się dziać. Fajne miejsca odważnie pojawiają się także poza Poznaniem i jego ścisłym centrum. Tzw. sypialnie miasta, wcześniej wyposażone obficie jedynie w markety i wątpliwej jakości punkty fast food, przestają wiać nudą i zaczynają oferować alternatywę dla Poznania.
Alternatywę kulinarną, kawiarnianą, kulturalną. Kiełkuje gastronomiczne zaplecze na nowych osiedlach, otwierają się nietuzinkowe koncepty. A wszystko to tak wyczekiwane i witane z wielkim entuzjazmem przez „lokalsów” – wszakże nie tylko w wielkim mieście wielkie życie dziać się musi.
Dzieje się na własnej dzielnicy lub osiedlu
Nie zawsze jest ochota na wypad (nawet niedaleki) do centrum, nie zawsze też być musi. Szukamy lokalności, małego „dzieje się” na własnej dzielnicy czy osiedlu. Kawa w kawiarni po sąsiedzku, to inna kawa niż ta, w miejscu dla nas jakoby obcym. Miło jest znać właściciela, a jeszcze milej, kiedy i on zna nas i nasze preferencje. Fajnie jest trafiać na znajome twarze, ponieważ, mimo powszechnej anonimowości, chcemy poznawać naszych sąsiadów. Z nimi wiąże nas to samo „nasze” miejsce.


Stałość i fajny człowiek za ladą
Aby do bliższego spotkania dojść mogło, aby rozwijała się sieć lokalnych relacji, nie jest potrzebna beztwarzowa infrastruktura, ale właśnie miejsca z twarzą i pewną stałością. Gwarancją tej samej ukochanej kawy, ulubionego ciasteczka i fajnego człowieka za ladą.


Badylarnia – miejsce w Nowym Centrum Lubonia
W ten wymarzony szablon wpisuje się BADYLARNIA – roślinna kawiarnia w Luboniu. Wpisuje się słusznie i bez absolutnej przesady. Nie dość, że powstała w lokalizacji, gdzie aż prosi się o takie miejsca – bo w rozwijającym się na potęgę osiedlowym tzw. Nowym Centrum Lubonia, to jeszcze pomysł i wykon perfekcyjny.
Badylarnia – wizualny i smakowy sztos
Lokal niewielki, ale rozpływający się w smakowitych i przytulnych pastelach. Minimalistycznie, acz gościnnie, profesjonalnie, ale jak w domu. Roślinnie – bo wege, bez laktozy, bez jajek, także w opcji bez glutenu, ale jak przepysznie (a to nie zawsze idzie w parze!). Jest także opcja na słono i tu w roli głównej tak sympatycznie zwane „foczki”, czyli focaccie z cudo-dodatkami. Jest i kawka i to speciality.


Dobry vibe i lokalność
Przy ladzie stoi idealnie wkomponowany w wystrój gramofon. I sobie rzecz jasna gra. Jest klimat. Czuć dobry vibe już od progu. Luźna atmosfera, która panuje za sprawą niezwykle otwartych i przesympatycznych właścicieli. Ludzie robią dobrą robotę. Podczas naszej wizyty drzwi się nie zamykają. Wpadają „lokalsi” po ulubione lub zamówione wypieki lub na kawkę. Wszyscy już się znają. Toczą się rozmowy.


Badylarnia – miejsce, które wygumkowało anonimowość
Tak sobie siedzę, obserwuję, no i trochę też słucham. I myślę sobie, że to jest miejsce, któremu się to udało. Udało się wygumkowanie anonimowości. Udała się sąsiedzkość i to fajne „dzieje się” na osiedlu. Gratulacje i ukłony dla twórców!